Praktyka myśli wolnościowej

Dwa dotychczasowe wpisy zostały poświęcone teorii anarchokapitalizmu i jestem świadomy, że dla wielu osób założenia filozoficzne mogą nie stanowić wyjątkowo ciekawego obszaru. Przesuńmy więc swoją uwagę do bliższych nam sfer, a mianowicie – do praktyki życia codziennego.

Liczna grupa osób zarzuca ideologiom wolnościowym, że tworzą one utopię – stan piękny, ale nieosiągalny w przyszłości. Stoją oni na stanowisku, że w historii nie znajdujemy żadnych praktycznych przykładów zastosowania myśli wolnościowej. Cóż, pozostaje mi jedynie stwierdzić, że nieznajomość historii może szkodzić przede wszystkim osobom wygłaszającym takie opinie, gdyż wykazuje ich brak wiedzy.

Zgodzę się z twierdzeniem, że dotychczasowa historia nie zna przypadków pełnego ucieleśnienia którejkolwiek z doktryn politycznych lub systemów ekonomicznych. Nie ma tutaj znaczenia, czy będziemy badać konserwatyzm, liberalizm, komunizm lub kapitalizm. W każdym z tych przypadków, jeśli bliskie było wprowadzenie wszystkich tez do codziennej praktyki, to zawsze pozostawał pewien margines utopii, która nie była możliwa do zastosowania. Zgoda?

Jeśli zaakceptujemy powyższy fakt, to myśl wolnościowa w kwestii praktyki nie odbiega znacznie od innych prądów umysłowych.

Weźmy na przykład taki anarchizm – przez wielu uważanych za jedną z najbardziej utopijnych doktryn politycznych. Jeśli ktokolwiek powie mi hasło: „Anarchizm nigdy nie sprawdził się w życiu realnym”, to bez długiego namysłu poradzę mu przeanalizowanie sytuacji w Katalonii w czasie wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936-1939 i polecę kilka książek z tego zakresu. W tym przypadku wcale nie jest to wyjątek, czyniący regułę. Listę można wydłużyć: anarchosyndykalistyczne kopalnie na Syberii z okresu wojny domowej czy anarchokomunistyczny Sankt Petersburg i tzw. machnowszczyzna z tych samych lat. Możemy równie dobrze cofnąć się o kilkadziesiąt lat i przywołać czas Komuny Paryskiej lub też skoczyć do okresu powojennego i przyglądnąć się wydarzeniom we Francji i Włoszech w latach 1968-1970. A może coś z czasów współczesnych? Proszę bardzo, zapatyści w Meksyku czy uspołecznianie fabryk w Argentynie po kryzysie gospodarczym.  W historii istniały lub istnieją także przykłady, które świadczą o przystosowaniu innych doktryn wolnościowych do życia codziennego np. Deklaracja Niepodległości i wczesny federalizm USA jest świadectwem możliwości wcielenia minarchizmu, zakładającego minimalne funkcje państwa.

Praktyczne ilustracje anarchizmu można znaleźć zarówno na poziomie makro (rewolucyjne regiony Asturii, Katalonii i Aragonii 1936-1939, miasto Nantes w 1968 we Francji), jak i mikro (dzielnica Christiania w Kopenhadze, pojedyncze sklepy np. Time store Josiaha Warrena). Myśl wolnościowa potrafi żyć bytem realnym.

Anarchokapitalizm nie jest utopią, istniejącą jedynie w głowach swoich twórców. Na rzecz takiej tezy anarchokapitaliści mogą podać historyczne wcielenia ich idei w praktykę: celtycka Irlandia, Pennsylwania z XVII w.. Możemy znaleźć jeszcze ciekawsze przykłady np. morscy piraci z XVI i XVII wieku, przypominający żywo tych z popularnych filmów z Johnym Deppem w roli głównej. Z punktu widzenia realiów, w jakich przyszło funkcjonować anarchokapitalizmowi, najciekawszym wydaje mi się czas średniowiecznej Islandii od X do XIII w., przepełnionej wikingami pływającymi to do Ameryki, to do Włoch. Okres ten opisuje w swojej książce „Machinery of Freedom” wspominany w poprzednich wpisach David D. Friedman.

Dlaczego przykład Islandii jest taki interesujący? Wikingowie na pewno nie kojarzą nam się z ludźmi spokojnymi, pracującymi na roli i przy hodowli bydła. Wręcz odwrotnie. W związku z tym wydawać mogłoby się, że takie społeczeństwo potrzebuje żelaznego kagańca przed samounicestwieniem się w lokalnych wojnach i walkach. Nic bardziej mylnego.

Realia średniowiecznej Islandii obalają mit, że po zniknięciu władzy nastąpiłby bratobójczy chaos, o którym opowiada m.in. w „Lewiatanie” Hobbes.

Historia Islandii rozpoczyna się ok. 870 r., kiedy to na wyspę napływają pierwsi emigranci z przeludnionej Norwegii. W 930 r. odbywa się walne zgromadzenie, na którym Islandczycy podjęli ważną decyzję: „Będziemy rządzić się bez monarchii!”. Ostatecznie, jedyną osobą zatrudnioną w centralnej władzy publicznej był tzw. lawspeaker:

(…) the ‚government’ of Iceland had one part-time employee. He was called the lawspeaker and was elected (by the inhabitants of one quarter, chosen by lot) for a three-year term. His job was to preside over the legislature, memorize the law, give legal advice, and, during the course of his three years, recite the entire law code aloud once. (cyt. David D. Friedman, „Machinery of Freedom”)

Jak zatem funkcjonowało społeczeństwo? Kluczową rolę odgrywali wodzowe tzw. Goði. Posiadali oni swoistą własność prywatną – autorski zestaw praw nazywany goðorð. Można to porównać do władzy patrymonialnej, jednak z ogromną różnicą – Islandczycy nie stanowili własności wodzów, będąc całkowicie wolnymi w swoich decyzjach.

Goðorð było systemem prawnym, którym zarządzał Goði. Wódz mógł również oddać lub sprzedać komuś innemu ten zestaw praw wraz z władzą wodzowską, gdyż jak wspomniałem, była to swoista własność prywatna. Islandczycy mogli wybierać, do którego goðorð, czyli pod jurysdykcję którego wodza chcą podlegać. Dołączając do danej społeczności, byli od tego momentu chronieni przez nią. Według anarchokapitalistów dokładnie tak funkcjonowałby wolny rynek w zakresie systemów prawnych i agencji ochronnych.

Stereotyp Wikinga to osoba, która nie należy do najspokojniejszych. Islandczycy musieli zatem wypracować sposoby rozwiązywania konfliktów. Udało im się opracować skuteczny system, dzięki któremu wskaźnik umyślnych zabójstw w Islandii był o wiele niższy niż w całej Europie i oscylował wokół poziomu 1 śmierci na 1000 mieszkańców. W USA podobną wartość osiąga liczba zabitych w samych wypadkach samochodowych.

W momencie gdy doszło do konfliktu dwóch Islandczyków, należących do odmiennych goðoro, podejmowane były próby arbitrażu. Jeśli strony nie mogły się porozumieć, sprawa była przekazywana do sądów wyższej instancji, na które w wyniku zawartego wcześniej porozumienia zgadzali się Goði, zarządzający danym system prawnym. Ostateczną instancją, której werdykt akceptowali zgodnie wszyscy wodzowe, było doroczne zgromadzenie wszystkich Islandczyków nazywane Allthing.

Całość prawa w Islandii była cywilna tj. prywatna. Od danej osoby zależało, czy chciała dochodzić rekompensaty i rozpoczynać sprawę sądową. Mogła ona również sprzedać swoje roszczenie, gdyż podobnie jak goðorð, stanowiło ono jej własność prywatną. W przypadku gdy samotna jednostka musiała stanąć do walki sądowej z potężnym klanem, wolała sprzedać swoje żądanie rekompensaty innemu potężnemu klanowi, który zależnie od swoich celów, mógł zarobić duże pieniądze na jej wygraniu lub po prostu zdobyć dodatkowy prestiż. Ten system zabezpieczał Islandię od bezkarnych czynów bogatych i możnych, gdyż sąd mógł ostatecznie zasądzić dotkliwe kary, rujnujące nawet najbardziej zasobne klany. W takim przypadku konkurująca rodzina znacznie umacniała swoją pozycję.

Skoro prawo było cywilne, to odszkodowanie było mierzone wartością pieniądza. Sumy często nie były niskie. Jeśli dana jednostka nie potrafiła wywiązać się ze swoich zobowiązań, to sąd wyższej instancji ogłaszał ją automatycznie banitą i miała ona kilka tygodni na opuszczenie Islandii. Jeśli tego nie zrobiła, prawo przestawało ją chronić i każdy, zwłaszcza w akcie zemsty rodzinnej, mógł pozbawić ją życia bez narażania się na konflikt z chroniącym ją goðorð.

Opisany system miał wiele zalet – przede wszystkim zachęcał do surowego przestrzegania zasady szanowania mienia i życia innych mieszkańców Islandii, ponieważ kara była nieuchronna. W ostateczności mogła skończyć się twoją śmiercią, jeśli nie mogłeś wywiązać się ze swoich zobowiązań. Istniejące w Islandii reguły można uznać za radykalne, gdyby nie wspomniany wcześniej fakt, że na północnoeuropejskiej wyspie odsetek zabójstw i morderstw był bardzo niski. Rzeczywistość społeczna nie była więc przepełniona przemocą, pomimo braku centralnej władzy publicznej i przymusowego aparatu bezpieczeństwa. Anarchos oznacza z greckiego „bez władcy” (a nie chaos czy nieporządek) – w anarchokapitalistycznej Islandii nie zapanowała bratobójcza walka, jaką prognozują wszyscy przeciwnicy systemów wolnościowych i zwolennicy zamordyzmu.

Reklamy

2 thoughts on “Praktyka myśli wolnościowej

  1. Pingback: Utopia anarchokapitalizmu | Anarchokapitalizm. W kierunku wolności.

  2. Pingback: Wolnorynkowcy do Somalii! | Anarchokapitalizm. W kierunku wolności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s